piątek, 4 grudnia 2015

Szufladkownia zza kulis


Dzisiaj taki post...niecodzienny ;) Oraz kilka zdjęć zza kulis Szufladkowni.
Czyli jak wygląda moja praca od zaplecza.

Uwielbiam pracować w domu. Najlepiej się w nim czuję, najswobodniej. Mogę dowolnie układać sobie swój grafik i rozkładać swoje szpargały wszędzie!!! Ja nie potrafię chyba pracować "od - do". Tzn może i potrafię, w końcu lata taki system był u mnie na porządku dziennym. Jednak zdecydowanie wolę elastyczny grafik. Niestety nie należę do osób, które to się na pracy potrafią skupić od np.8 do 16. No nie. Są dni, kiedy przez całą noc mogę naciskać na pedał maszyny. Bywa i tak, że mam potrzebę spędzić nad wykrojami świt albo popołudnie. W tej mojej pracy to żaden dzień nie wygląda tak samo.

Jednym z tego powodów jest mój syn, pomocnik niezastąpiony. Czuję wewnętrzną potrzebę spędzania z nim każdej wolnej chwili, dlatego zawsze staram się swoją pracę dostosowywać do niego. A, wbrew pozorom, przy dziecku można zrobić bardzo dużo. Przynajmniej przy moim :) Wołanie babci to ostateczność.

Ostatnio mąż zapytał mnie, czy nie chcę zatrudnić na stałe opiekunki żeby pracować sobie spokojnie poza domem... A ja... no nie, no nie chcę. Przynajmniej nie teraz. Lubię ten mój system. A jakbym tak miała na stałe, każdego dnia, iść gdzieś poza dom do pracowni "od do"...to pewnie przez pół dnia bym nic nie robiła, bo nie miałabym weny. Wpadłabym w wir szycia pod koniec godzin pracujących i co...? Zostawałabym nadgodziny. Bez sensu. Wolę te moje szpargały walające się po całej chałupie i syna goniącego pod nogami z moim metrem. Moim ukochanym metrem...który mały chowa w różne miejsca, potem go znaleźć nie mogę... I to nie żebym miała tylko jeden! Nie, nie. Ale on jest taki mój ukochany...bez niego do pracy się nie biorę ;)

Jeszcze jest jedna taka rzecz, o której napisać muszę. Moje pedantyczne podejście do dokładnych notatek i zapisków. Po prostu w terminarzu wszystko zawsze musi być na tip top. Tych różnych urządzeń przenośnych jest masa...a ja i tak zawsze, każde zamówienie, muszę sobie przepisać do zeszytu i do kalendarza. No muszę. Nie umiem inaczej... I za tą "papierkową" robotę, to się często już w łóżku biorę. Tak mi najwygodniej. Więc...po co mi jeszcze pracownia poza domem? ;)

















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarze - ogromnie je doceniam :) Jeżeli Wam się tutaj podoba - zapraszam serdecznie do obserwowania mojego bloga :)