czwartek, 21 maja 2015

Uwiecznić wspomnienia









Odkąd urodził się mój synek, nie rozstaję się z aparatem. Robiłam setki...tysiące zdjęć... Wszystkie regularnie zrzucałam na laptopa i różne dyski przenośne, żeby nie stracić przez przypadek żadnego z tych niepowtarzalnych dla mnie zdjęć. A właściwie, to wspomnień. Tak właśnie nazywam zdjęcia. Kolorowymi wspomnieniami.

Niedawno, kiedy mam wolną chwilę, odpalam tego laptopa i przepatruję tak wyrywkowo różne foldery, ujęcia... Wszystko mam posegregowane chronologicznie... Takie to wszystko "nowoczesne". Kiedyś ludzie nie mięli smartfonów, komputerów czy tabletów, a zdjęć od groma! Bo wywoływali je i pięknie przechowywali w ozdobnych albumach rodzinnych. A że mnie się tak na wspomnienia wzięło, takie albumy postanowiłam sobie stworzyć. Żeby po raz kolejny odnaleźć w sobie iskrę staroświeckości i udowodnienia sobie, że wiek XI nie pożarł mnie jeszcze w całości.

Włączyłam laptopa i zaczęłam wybierać setki z tysięcy zdjęć do wywołania. Matko... nie sądziłam, że to takie czasochłonne! Ale nic... Zawzięłam się i po kilku godzinach miałam na pendrive wszystko, co chciałam. Poszłam oddać zdjęcia do wywołania i kupiłam albumy. Oprócz tego przygotowałam też mieszankę "kolorowych wspomnień" i przygotowałam foto-książkę.

Teraz, kiedy siedzę w salonie, bawię się z dzieckiem czy czytam coś...patrzę na półkę przy ścianie. A tam stoją sobie piękne albumy. Wypełnione albumy. Pokazujące urywki moich najważniejszych życiowych momentów, odkąd w moim życiu pojawił się syn. Mogę sobie chwycić jeden do ręki, otworzyć na losowej stronie i popatrzeć, powrócić w przeszłość... I to nie to, że do zdjęć zapisanych na dyskach, laptopach etc. wrócić się nie da. Ba! W dalszym ciągu mam tam od groma zdjęć i mieć będę. Ale ta nutka tradycji...gdzie w domach zawsze znalazło się kilka "namacalnych" albumów z dzieciństwa... Wizja siedzenia przy kominku w fotelu, opatulona kocem, trzymająca kubek gorącej czekolady w ręku, albumem na kolanach, wydaje mi się realna i na myśl o niej czuję taki błogi spokój, bezpieczeństwo, ciszę domowego ogniska... A teraz inna wizja. Pokój ten sam, kominek, fotel, koc, gorąca czekolada, laptop - i oglądanie zdjęć - tylko że w tle pootwieranych tysiące różnych zakładek na allegro czy gmaila.
Dla mnie opcja numer jeden. I znowu...w kolejnej kwestii... jestem staroświecka...

1 komentarz:

  1. Ja też w kwestii zdjęć jestem tradycjonalistką:) Laptop, dyski - to tylko nośniki. Ewentualnie ekran do oglądania filmów nagranych aparatem. Wszystkie wspomnienia pochowane mamy w albumach, dosłownie odkąd poznaliśmy się z mężem. Chociaż nie - albumy sprzed tego czasu też mam:) I może ktoś powie, że to dziwne, ale one wcale się nie kurzą. Uwielbiam je oglądać:)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarze - ogromnie je doceniam :) Jeżeli Wam się tutaj podoba - zapraszam serdecznie do obserwowania mojego bloga :)