wtorek, 19 maja 2015

Pierwsze wyjście z domu bez dziecka.

Za nami pierwsze wyjście z domu.
Na cały dzień i całą noc.
Pierwsze bez dziecka.




Nasz synek ma osiem miesięcy. Mam urlop macierzyński, więc jestem z nim codziennie przez 24 godziny na dobę. Do tej pory nie zdarzyło nam się z mężem wyjść z domu i zostawić go pod opieką babci. Przynajmniej nigdy na cały dzień i całą noc. To były raczej sporadyczne przypadki zamykające się w godzinie czy dwóch. Nigdy właściwie nie odczuwaliśmy potrzeby, żeby "odpocząć" od domowych i rodzicielskich obowiązków. Nasz synek, odkąd skończył dwa miesiące, zasypia o 20 i śpi do rana. Także można powiedzieć, że wszystkie wieczory mamy "wolne", a noce przespane.

W każdym razie przyszedł taki dzień, ważny dzień, bo ślub najbliższych nam osób, kiedy postanowiliśmy po raz pierwszy skorzystać z propozycji babci. Mianowicie zostawić małego pod jej opieką na praktycznie cały dzień i noc. Długo się wahaliśmy czy brać go na ślub i wesele. Ja w szczególności. I nie chodziło mi tutaj wyłącznie o to, że bez niego moglibyśmy swobodnie się pobawić. Moją głowę zaprzątał przede wszystkim fakt, jak on będzie się czuł bez nas. Czy będzie płakał, czy w ogóle zaśnie, czy babcia sobie poradzi... Nie wiem nawet skąd te wątpliwości mi się wzięły! Przecież moja teściowa wychowała swoje dzieci. Dlaczego więc miałaby sobie nie poradzić ze swoim wnukiem, którego kocha nad życie? Nie wiem... Ale myśl pozostawienia synka pod jej opieką bardzo mnie stresowała.

Jednak z racji tego, że byliśmy świadkami i starostami; mieliśmy ubierać Pana Młodego, a w dodatku miejsce ślubu nie oddalało się od naszego domu o pięć minut, zdecydowaliśmy się na chrzest bojowy. Podarowaliśmy mamie prezent, o który prosiła nas odkąd nasz synuś pojawił się na świecie. Chodzi oczywiście o opiekę nad dzieckiem przez całą naszą nieobecność.

Bałam się bardzo. Naprawdę. I nie tak tego, że mama sobie nie poradzi... Ale synka odczuć. Jednak kiedy uświadomiłam sobie, że nie jestem w stanie przewidzieć jak mały zachowywałby się przez cały dzień poza domem, widząc tłum ludzi, słysząc głośną muzykę... Uznałam, że pozostanie w domu z babcią to dla niego mniejszy stres.

Kiedy nadszedł ten dzień, przygotowałam dla teściowej wszystko. Ubranka na zmianę, jedzenie, zabawki, pieluchy...nie mówiąc o szczegółowej rozpisce na dwie strony a4, żeby wiedziała co i jak... Nawet nie wiem czy ją przeczytała :) Nieważne...ja w ten sposób czułam się zabezpieczona i mniej zestresowana faktem zostawienia dziecka w domu. Kiedy wyruszyliśmy z domu, od razu wzięłam w rękę telefon, jednak Jacek w porę schował mi go z powrotem do torebki mówiąc, że nic złego się nie dzieje. Mały teraz śpi. Babcia da sobie radę. Ok... Ale jak dojechaliśmy na miejsce, już nie mogłam się powstrzymać.
Halo?
Wszystko w porządku?
Oczywiście! Mój wnusio jest najukochańszy na świecie! 
A możesz mi go dać na chwilę do telefonu?
Przyłożyła mu na chwilę słuchawkę do uszka, a ja słyszę...
mamama-mamama
No i po co zadzwoniłam? Miałam łzy w oczach. Postanowiłam, że już dzwonić nie będę... No może raz zapytam...ale to już wieczorem...Albo nie. Poczekam aż ona napisze albo zadzwoni.

Generalnie z godziny na godzinę czułam się coraz pewniej. Stres zszedł. Mama nie dzwoniła. Czasem tylko posłała smsa, że wszystko ok, albo że mały właśnie się bawi i jest bardzo grzeczny. Zanim się obejrzałam, była już 20. Teraz już będzie spał do rana. A ja już całkowicie skupiłam się na weselu i na parze młodej.

Jeżeli ktoś się boi wyjść bez dziecka...Bo są tacy...
Ta sytuacja nauczyła mnie jednego. Jeśli jest możliwość zostawienia dziecka pod dobrą opieką, to warto z tego skorzystać. Natomiast chwycenie w ramiona maleństwa, kiedy zobaczy się go po powrocie do domu...bezcenne!
Czasem warto zatęsknić za własnym dzieckiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarze - ogromnie je doceniam :) Jeżeli Wam się tutaj podoba - zapraszam serdecznie do obserwowania mojego bloga :)